your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

★ Dawno, dawno temu w PRLu

Mija 34 lata od kiedy są z nami "Gwiezdne Wojny".
WIK (Warszawski Informator Kulturalny) zmieścił w 1979 roku taki skrót fabuły nowego filmu sci-fi "Film fantastyczno-przygodowy. Historia oswobodzenia piękniej księżniczki więzionej na Gwieździe Śmierci".

Tak, rzeczywiście wydaje się że było to naprawdę dawno, dawno temu. I w odległej galaktyce. Zwanej PRLem. Wtedy właśnie dzieciaki bez obligatoryjnych Conversów na stopach, ale za to z wzutym obuwiem marki Relax, bez popcornu w łapach, ale za to z gumą Donald w paszczy, w nieklimatyzowanych salach, ale za to w nabożnym skupieniu, w świątyniach X muzy, obejrzeli widowisko, po którym ich życie już nigdy nie było takie same.

Premiera filmu "Gwiezdne Wojny" (dopiero później określanego jako "Nowa Nadzieja") w Polsce odbyła się 30 marca 1979 roku, ze zwyczajowym wówczas opóźnieniem, wynikłym z grubości żelaznej kurtyny. Premiera w kinach kapitalistycznej Ameryki odbyła się dokładnie 34 lata temu, 25 maja 1977 roku.

Przez całe lata 80-te dzieciaki z zapartym tchem śledziły losy bohaterów masowej wyobraźni jako, że ta i następne dwie części trylogii funkcjonowały na ekranach naszych kin całą dekadę, to znikając to pojawiając się tu i ówdzie ponownie (a kin wówczas było bez liku także w mniejszych miastach). Małolaty łaknęły dodatkowych wiadomości, zabawek, interpretacji ich ukochanego mitu. Szczytem marzeń były figurki dostępne na Skrze (bazar na którym kupczono wyrobami kapitalistów) za prawdziwie kosmiczne pieniądze. Wkrótce zresztą zaradni „prywaciarze” poczęli tłuc dziadowskie podróbki, które dziś są przedmiotem marzeń nie tylko polskich zbieraczy plastikowych figurek kolekcjonerskich. Wydanie Świata Młodych (w czwartkowym wydaniu ukazywały się informacje ze obszaru zachodniej popkultury), w którym były informacje o nowych koncepcjach Lucasa i kadry z filmów znikały z kiosków już we wczesnych godzinach porannych. Teleturniej telewizyjny z lat 80-tych, zajmujący się kinem sci-fi, gdzie pokazywano fragmenty z planu zdjęciowego Gwiezdnych Wojen bił rekordy oglądalności.

Film ten wyznaczył nowe standardy dla wyobraźni, ośmielił młodych marzycieli do wypełniania swoich wyobrażonych światów galaktycznym przepychem, do śmiałego projektowania nowych ras obcych cywilizacji, dla wielu otworzył drogę do poszukiwań duchowych, do przełomu i wyrwania się, jak to zgrabnie ujął nijaki Peter L. Berger, ze świata losu (moc jest na zewnątrz, nie masz na nia wpływu) do świata wyboru (moc jest w tobie, użyj jej). Moc była w młodych Luckach, gdy opuszczali z gorączką sale kinowe. Towarzyszyło im postanowienie, że czas na zmiany. Moc była też w nastoletnich Vaderach, gdy gnębienie młodszego rodzeństwa stawało się teraz pełną patosu emanacją mrocznej strony mocy okraszoną słowami lorda: „I find your lack of faith disturbing” lub ewentualnie: „You don't know the power of the Dark Side”. Gwiezdne wojny rozpoczęły nową epokę w historii kina, ale też w biografiach młodych Polaków. To film na który chodziło się do kina po kilkanaście/kilkadziesiąt razy.

Zobacz artykuły z PRLu na temat „Gwiezdnych Wojen”
http://swretro.elk.pl/artykuly.html

- Miał wszystko czego się nawet nie spodziewaliśmy – jak powiedział nasz ministerialny fan GW z Departamentu Efektów Specjalnych, któremu zebrało się na wspomnienia. "Gwiezdne Wojny" to nowatorskie efekty specjalne, dynamiczne, wiarygodne, a przy tym znacznie bardzie akceptowalne od dzisiejszych alfanumerycznych wytworów CGI. Design specjalisty z NASA świeży i nie do przesady futurystyczny. Modele pojazdów i maszyn wykonane z najwyższą starannością gwarantującą przekonanie widzów, co do rozmiarów (kolosalnych) krążowników floty Imperium, które srebrny ekran zdawał się z ledwością pomieścić. Film ten jednak to przede wszystkim pochwała wartości, i jasnego, nierelatywnego ich rozgraniczenia. Lojalność, prawdziwa przyjaźń, szlachetny czyn, odwaga stawiania czoła wrogom, ale i samemu sobie. I krzepiąca perspektywa, że dobro zwycięża, a zło przegrywa. Czytelne rekomendacje.

No i przede wszystkim historia! Dziś interpretowana zgodnie z ponowoczesną modłą na dekonstrukcję na setki różnych sposobów, od antropologicznych koncepcji, że cała trylogia to zapis stanu liminalnego, czy też rytuału przejścia (inicjacji) Lucka Skywalkera, przez dowodzenie, że film powstał jako wielka metafora polityczna okresu zimnej wojny (Parowski w „Fantastyce”) po wykwity ujadających zwolenniczek ideologii typu gender studies, bredzących coś o esencjalistycznym przedstawieniu ról kobiet, czy strategiach kompensacyjnych w homospołecznym środowisku rebeliantów.

Dla nas kinomanów z Ministerstwa Animacji, to film o wygranej konfrontacji z własnym cieniem – z mroczną stroną własnego ja. To ponadindywidualny mit - historia syna (Lucke), który postanowił, jak by to ujął Robert Bly, „wybawić pogrążonego w ciemnościach ojca (Anakin) poprzez własne oświecenie”.

Ministerstwo rekomenduje do wielokrotnego oglądania starą trylogię! Jeśli już musicie, możecie obejrzeć też nową oraz niestety wyjątkowo mierne popłuczyny w stylu drewnianych animacji Clone Wars.

Godne polecenia są za to fan filmy. Niektóre wskrzeszają ducha entuzjazmu i szczególnej magii, jaki panował na planie „Gwiezdnych wojen”. Inne są po prostu nieodparcie śmieszne. Moc linków do nich znajdziesz pod tym artykułem, ale na stronie Ministerstwa Animacji http://on.fb.me/kuhpxc

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook